• Wpisów:15
  • Średnio co: 125 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 16:00
  • Licznik odwiedzin:2 714 / 2016 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ave, ave. W szkole, jak w szkole. W domu, jak w domu, czyli afera, hałas itp. Ojciec zrobił mi aferę. Jutro idę do psychologa, bo nie dość że mam rzekomo anemię, to w coś gorszego się to przejawi. Ale, to nie było spokojnie powiedziane, tylko rykiem tak przerażającym, iż słowami, ruchami, głosem innego człowieka, ukazać się nie da. Niestety, albo lepiej stety. Zjadłam dziś takie malutkie 2 jabłka, dwa jogurty, razem te jogurty 300kcal, mleko z płatkami owsianymi i na dziś chcę koniec, ale matka mi szykuje jebanego kurczaka, a wcześniej kazała jeść chleb, ale oczywiście nie wpierdoliłam. Nazwała mnie głupią, że niby myślała, że jestem mądra ble ble, Nie zależy mi, ok? A jej taką zajebistą satysfakcję sprawia, kiedy jem. Ni chuja, nie dam jej tego. I po za tym, nie chcę nic innego dziś jeść, męczę się troszkę, ale wiem, ze dobre efekty, bo będę chudnąć. Wieczorem znów z 100 brzuszków i do widzenia. : )
 

 
Więc witam. Cały tydzień jak nie więcej wpierdalania. A teraz koniec. Nic. Znowu. Mam takie cholerne wahania i to po części wkurwia. Kiedy jem oczywiście. W szkole jak w szkole. Bania z maty, czarna owca w oczach fizyczki, uważana, za 1.słodką idiotkę 2.zakupoholiczkę 3.puszczalską 4.satanistkę itd. można wymieniać, poważnie. Ale już mnie to nie rusza. Jestem jaka jestem. Może ktoś wie jak zrobić sobie z koszulki oversize, chyba zamówię przez allegro z KISS i ciachnę. Co do diety, to po prostu wzięłam się za siebie i w marcu muszę schudnąć choć 5kg. Będzie dobrze. Byle mniej jeść, zero cukru, słodyczy, nabawić się anemii i dalsza rozkosz zapewniona. Juhu kurwa. Może będę wyglądać po pysku jak śmierć, zakołuje mi się, ale zrobię to tak, hm, bezpiecznie? O, najlepiej. Zdrowo, ale chudziej kurwa, chudziej! Koniec porażek, bo załamię się totalnie. Żegnam. ; )
  • awatar Anka: Też się biorę za siebie, i podobny cel obieram : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cześć, cześć. Wczoraj do 15 doliczyłam około 1000kcal, ale poszłam do kumpeli i mnie zmuszono by jeść, wróciłam i nie mogłam już nic zrobić. Zrobiłam 100 brzuszków i spać. Wczoraj czułam się dobrze, ale dzisiaj już dużo gorzej. Ahaha, wczoraj sobie trawę do nosa wsadziłam <3 Ale był śmiech. Muszę jutro jakoś załatwić sobie leki. Cokolwiek by nie jeść. Amfy to ja nie chcę, więc żadne z takich. Znam dziewczyny, które dzięki temu doszły do idealnej figury, ale teraz żołądek ich rozpierdala, i inne tam. Tak czy owak, czuję, że sobie bez tego nie poradzę, więc muszę. Mam pytanie, jeśli ktoś to czyta, mógł by mi doradzić, chcę sobie zamówić koszulkę z The Exploitedi teraz którą? 1.http://www.rockmetalshop.pl/product-pol-64288-koszulka-THE-EXPLOITED-KKOL-316-f-.html czy 2.http://www.rockmetalshop.pl/product-pol-35233-koszulka-THE-EXPLOITED-KKOL-522-f-.html I życzcie mi powodzenia w tej diecie, bo jak nie schudnę, to będę mieć znowu depresję, i gorzej jak doprowadzi do jakiś pojebanych rzeczy. Pozdrroooo !
  • awatar Lumpy666: @TinyGalaxy: stosuję to samo, ale czasem wspomagam się innymi używkami, czego już unikam :)
  • awatar TinyGalaxy: ja na głód stosuję sudafed ;p a Ty co masz zamiar załatwić?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Trochę mnie nie było. Ta, cześć. W czwartek zjadłam pączka, ale doliczyłam do około 1000kcal razem z nim, więc ujdzie. W środę pogrzeb, więc dużo kalorii. I w ogóle jedzenie i jedzenie. Dziś już nie mam co zażyć, czuję się jak zagrożona. Dziś zjadłam rybę[taką dietetyczną], jogurt naturalny, jabłko, i płatki owsiane, a no i tiger, bo kawy nie piłam, a nie było redbulla. Czuję się tak cholernie źle, jak mogłam tyle dziś wpierdolić. Ja jebie, tak mi źle z tym. Ale nie chcę znowu powracać do wymiotów. Nic nie chudnę, dalej mam taki pysk i w ogóle ciało. Teraz 2 dni przerwy, nie dam rady bez tego. Czego? Ah, coś co mi pomaga, bym nie jadła. Dziś się naliczyłam nie wiem z 1000kcal, może ponad, chyba. Nieważne. Aż przymulam. Tak mi źle, bo po cholerę ja tyle jem. Boję się jeść, bo przytyję, a dziś znowu zjebałam. Nauczyciele i wszyscy w około dziwnie na mnie patrzą. Tzn nauczyciele. Gapią się, obserwują. Nawet nie chodzi o moje ciało, ale twarz to można przyrównać to kogoś kogo zajebiście koń kopnął w pysk. I w ogóle, mam różowawo-czerwone włosy. Zajebiście. Tak mi źle, czuję jakbym nie mogła bez tego. A muszę te 2 dni zdać się na siebie. Kiedy zaczynam jeść to jem i jem, a w myślach jak to zwymiotować, ale do niczego nie dochodzi, bo nie mam jak, już nawet nie potrafię. Zajebiście źle mi. Bo czuję jak dziś utyję. Po prostu zjebałam sprawę i to ponownie. Nigdy się nie odchudzę. Dobra, nie żalę się, może mnie złapie lepsza wena to popisze.
  • awatar Anka: Niee chce tu Ci pierdolić, ale to co czytam to dobra droga do anorektyczki. Alee podziwiam Cię, że dajesz radę tak mało jeść , JA TEZ CHCE ! : / takie ciało o.O marzenie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czuję się dobrze, ale czy ekran od laptopa może drżeć? Albo mam halucyny, albo jak spojrzę na tą czarną ramę, to się trzęsie. Eh. Nieważne, ważne, że dziś żyję na kilku warzywach i mleku z płatkami owsianymi. I nie czuję głodu. Jest zajebiście. Jutro też chcę tak. Tylko więcej zjem, żeby potem nie mieć efektu jojo. Żeby też nie zdechnąć, nie zasłabnąć itd. Boję się tego jojo, ale chwila. Nie raz miałam głodówki. I co? Nigdy z efektem jojo. Never. Ah, więc jestem zadowolona. Jutro się buzuję dalej i luzik. Niestety to się chyba skończy już za tydzień. Bo mi braknie tego szczęścia. Nie pytajcie co to. A jeżeli, to pisać wiadomości. I nie obchodzi mnie co myślą inni. Robię co chcę, moje życie, moja sprawa. Dobranoc, życzę i Jimiego zapodam.
  • awatar Anka: efekt jojo- zło wcielone ;/
  • awatar Gość: Cieszę się że dieta ci dobrze idzie :) Powodzenia dalej
  • awatar tigerbejb: hej ;) dziękuje za miłe przywitanie ;* nie wiedziałam że jesteście tu tak miłe! na prawdę mi miło <3 / a co do wpisu to fajny :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Niedobrze mi. Muszę więcej pić, bo mnie suszy przezajebiście.
 

 
Cześć wam. Słucham Hendrixa i siedzę nad książką od niemieckiego, pięknie robi mi za podkładkę. Ale do rzeczy. Dziś, na głodzie, ha, jakim tam głodzie. Rano zjadłam płatki owsiane z mlekiem. Wybiłam do szkoły, zero głodu. Nic nie jem. I jest zajebiście. Rewelka. Nie czuję głodu. Może troszeczkę mi się zakołowało, trochę też mi się łapki trzęsą, ale jest gut! Taaa, do czasu. Wracam do domu. Piję kawę, jestem nabuzowana i zaczynam sprzątać. Tak, sprzątać. A m.in. prasować, odkurzać itd itd. Nawet fajnie, super się skupiam nad matmą, której szczerze nie znoszę i dalej słucham tego Hendrixa. No tak, ale dlaczego jest chujowo, kiedy wróciłam ze szkoły. A tak, tak. Matka mnie woła. Iść czy nie iść. Wiadomo, że na jedzenie, więc nie idę. Ale to się przeradza w aferę, że mam iść zjeść. Przychodzę do tej jadalni, kuchni, nieważne, patrzę, a tu bomba kaloryczna. "Zjedz to, co dziś jadłaś? Masz zjeść!" Ta, tak prosto napisane, ale gdyby to usłyszeć, ten ton i ten wzrok. Koszmar. Więc siadam przy talerzu i trzęsie mną, bo wiem, że muszę do chodźby dziubnąć widelcem. Warzywa. No dobra, to zjem. Więc pochłonęłam troszkę tych warzyw. I jeb. Odstawiam.Bitch please, Nikt nie zepsuje mi diety. Ni chuja. Powiedziałam wcześniej i tak zostanie. I tak mi dobrze. Znowu. Jedząc to, chciałam się rozpłakać. No może nie aż tak źle, ale jęczałam sama do siebie ze złości. Z trudem to połykałam. I dałam radę. Zjadłam te głupie warzywa, a resztę zostawiłam. Jeszcze raz: nikt nie zepsuje mi mojego postanowienia. Nie. Never, never, ever. I to tyle. Ah, jutro zanoszę tą czekoladę toffi do szkoły, bo się na mnie paczy suka. Co za bitch! Haha. Tak, jutro walę tynki, więc w ramach może prezentu. Bwahah. Powodzenia.
 

 
Znowu witam. Humor jest do dupy, samopoczucie. Boli mnie głowa, zatoki, brzuch, wypadają mi włosy z głowy. Co się dzieje do cholery?! I czuję się tak od dłuższego czasu. Po prostu wszystko, wszystko mnie boli. Zimno mi. Idę dalej coś pić i użalać się nad sobą. Właściwie to piszę, bo te nogi pokazuję, z góry, ale są. I nudzę się i jest do kitu. A i na MTV zaraz marzenia Chelsea. Więc pooglądam.
  • awatar chude marzenie: Buty *_*
  • awatar Gość: kurde ja bym do moich glanów musiała chyba 2 metrowe sznurówki kupić ^.^ WIosna nei długo przyjdzie, nie załamuj się :)
  • awatar ryba, chyba: miętowy sznurek pięknyyy. ja też trochę umieram, umieram i czekam na wiosnę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
To jest żart. Jeść mi się chce. Ileż można. A zjadłam. Eh. Wyżalam się tu, żeby nic nie jeść, trzymam się. Buhaha. Taaa, a po drugie to czego ja słucham..Z bracikiem k44, ale akurat ich lubię, szanuję i cenię. A serio? To słucham metalu, rocka, punk rocka, czasem reggae, ale b.rzadko. No, ale cóż. Jestem czasem skazana na dawkę rapu. Potem może dodam swoje foto, tych moich nóg, i mam takie rozwiązane glaniki, aż wstyd. Ale kit z tym. Idę zatracić się w historii. Ou, po za tym. Chyba widać..Mam dużo lepszy humor. Nowość. Czekam do wieczora, do załamki. Może opiszę potem swój traumatyczny wieczór. Szatan już mnie nie kocha. Utraciłam wiarę we wszystko. Boję się religii. Nie chcę się podporządkowywać. A szatan albo się ukrywa, albo ze mną zerwał. Smutno mi. Może, a raczej na pewno jestem schizowana. To, że nie mam doła, nie znaczy, że dalej nie jestem smutna. Tylko troszkę mniej, niż zawsze. Po za tym, dziwnie się czuję, żyjąc na ziemii. Bo nie wierzę w Boga, utraciłam wiarę już dawno. I nie z własnej woli, myślę, że coś na to wpłynęło, na ten mój ateizm. Chyba się pogubiłam. I szczerze? Dobrze mi z tym, że nie wierzę w to co inni. Nie chcę tego zmieniać. "Obawiam się nocy - nie ciemności, ale pory doby, kiedy pojawiają się demony." Co ja pierdolę, pogubiłam się cholernie. Jestem już stracona. Tak czuję. A jednak żyję i tu jestem. Coś się musi zmienić. Na lepsze i tylko na lepsze. Jasne, może od jutra, bo właśnie rozjebałam sobie górną wargę i to butelką wody. Trzeba być mną by mieć takiego pecha.
 

 
Kurwa. Jeść mi się chce, a jadłam ;| Wkurwiające. Jutro już do szkoły, koniec ferii. Juhu wręcz. Wszystko mnie wkurwia. Ojciec mi kupił czekoladę toffi. To już przegięcie. Bezczelne i chamskie. Ja się staram nie jeść, odchudzam się, skreśliłam słodycze, słodkie, słone, wszystko! A tu jeb, czekoladka na stół i proszę jedz. To jest żart? A może ukryta kamera? Haaalooo. Nie, to taka głupia rzeczywistość. Ale, ale.. mimo, że kocham toffi, choć powinnam mówić, że nienawidzę, to nie zjem. Po prostu nie. Powiedziałam nie i już. Głupia tabliczka bomby kalorycznej mnie nie skusi. Ni chuja. Pozdrawiam i nie zjem tego, może ktoś chce?
  • awatar Lumpy666: @Anka: haha ;D no widzisz, korzystamy obie, ja sie wyżalam, a ciebie to motywuje :P
  • awatar Anka: Nie wiem dlaczego ale mnie motywujesz haha ;*
  • awatar Gość: Powodzenia chudzinko :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Siemacie. Dziś o dziwo w lepszym humorze. Ale to może dlatego, że jest ranek. A przynajmniej przed chwilą wstałam i jakoś mi się nie uśmiecha iść jutro do szkoły. Mam przed sobą dwie duże butelki wody i mam zamiar je wypić właśnie dziś. Nawet nie wiem co za bardzo tu napisać, jeszcze nic nie zdołało zepsuć mi samopoczucia. Do czasu, gdy pójdę się ogarnąć, stanę przed lustrem. I zaczęło się. Bum. Świat mi się wali. To jaki był ten sens życia? Ojoj. Już go nie ma. Żałosne. Tu nie chodzi o samo lustro, ten widok i mój wygląd. E niee. Choć w dużej mierze, dlaczego mam taką depreche. Będę musiała się pouczyć, coś zjeść. Poczekam do popołudnia, aż mój humor dodatkowo zostanie zmiażdżony przez ojca. No, ale trochę prywatności, nie? Nie. I tak jej nie mam, więc tak czy owak wisi mi to, czy ktoś wie. Choć jeśli, mam się zastanowić dłużej, to oczywiste, że nie bardzo chcę, aby moi rówieśnicy o tym wiedzieli. No ale cóż. Już o to nie dbam, by nie wiedzieli, może tak. Coś przynudzam. I czuję się czasem pisząc to jak jakiś pieprzony filozof czy coś w tym rodzaju. Jedno jest pewne, postanowiłam sobie, że schudnę, to schudnę. I mam czysto wyjebane co inni o tym myślą. Bo tu nie chodzi o samą wagę [sama nie wiem ile ważę, coś między 55-60], ale o to czy ja się w swoim ciele czuję dobrze. Na pewno, nigdy nie będę się czuć idealnie, bo to nie możliwe przy moim ciele. Nie będę o tym pisać. Nie ma po co, ale tak to już jest. Urodziłam się 13stego i jakby nie było, nigdy nie wierzyłam w przesądy. No ale teraz to się mogę zastanowić czy choć cień prawdy w tym jest, bo swoje życie uważam, może nie za takie by mówić "Kill me!", ale często tak mam ;| Tyle, że mobilizuję się by się ogarnąć, bo nie raz miałam takie schizy, by się zabić i próbować. Nie polecam. Ale co do tego szczęścia, to w moim życiu go nie ma. Ah, no niestety. Smutne, co? Tia. Czekam do 18 roku życia i wypierdalam z tego miejsca. Studia, itd. Mam nadzieję. Bo myślę, że dotrwam. No to już nie przymulam, bo gadam i gadam, niedługo się wybiorę na kierunek filozofia i co będzie. Może później pokażę swoje nogi, tak dla info jak mniej więcej moje ciało wygląda. Poparzę was w oczka. Trwajcie
  • awatar Lumpy666: @Poznaje życie: No dokładnie :)
  • awatar Poznaje życie: Urodziłaś się 13, jutro powrót do szkoły w 13, i miejmy nadzieje, że 13 chcesz kilo schudnąć:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Słucham cały dzień tego. Cóż za monotonia.
Coraz bardziej pogłębiam się w doła. Śmieszne. Kiedyś się cięłam i przestałam. Głupia. Czuję się okropnie w tym ciele. Dobija mnie fakt, że wyglądam jak wyglądam. Ale mogę się kurwa żalić, trzeba działać. I zaczynam. Ni chuja. Czasem nie mogę pojąć, dlaczego mnie to spotyka. Nie tylko ta udręka i klatka pod nazwą "moje ciało", ale cała sytuacja jaka panuje w domu. Czasem zdaje mi się, że z mojego otoczenia, nikt nic nie rozumie, nie rozumie tego co ja czuję. Uchodzę za bardzo pozytywną osobę, emanującą energią, śmieszka. Tak, tak mnie postrzegają wszyscy. Śmieszne, co? Tia. Ale to tylko sposób na odreagowanie. W domu, w samotności, nie przypominam siebie w towarzystwie. Można by powiedzieć, że coś biorę. Ha, nie mało kto tak już myślał i podejrzewał. Nawet w durnej szkole. Jestem tak cholernie zdołowana, ale nie pokazuję tego. Choć czasem już mi się nie chce udawać. Dlaczego, niby po co. Tylko moje środowisko, bez urazy, ale trochę mało w temacie. Nie rozumieją tego. Każdy myśli, ze moje życie to haj lajf. A to gówno prawda. Po za tym. Dobrze. Pogadałam z koleżanką, że czuję się beznadziejnie i mam doła. Reakcja? "Jesteś w ciąży". I dalej paplanina, która gówno dosłownie mnie obchodzi. Eh, może narzekam, ale czuję, że mało kto mnie rozumie. Przynajmniej w moim środowisku. No może jedna osoba. To tak. A reszta, nie jestem pewna, nie mogę twierdzić, że nie. Ale, wszystko na to wskazuje. Po za tym, wszystko mnie boli. Piję kawy w chuj, a spać mi się chce, ale kiedy już się kładę to kurwa leżę i leżę i leżę. I chuj. Godzina 3 w nocy. No to może sen? Bezczelne ze strony mojego organizmu, czy czego tam. Mało ważne. Wstaję o 12. Nie jestem w stanie wstać wcześniej. W nocy, koszmar. Chore sny. Mój dzień jest tak monotonny. Dzień zaczyna mi się o 15. Wtedy jestem już ubrana, uczesana. Idę do lustra. Nie. Ja się w nim przeglądam co jakieś 15, 30 minut. Idę do większego lustra. Widzę się całą. Widok okropny. Ale ja stoję i się gapię. I czeszę się i maluję i ubieram. I przebieram i w końcu idę coś zjeść. Potem woda, woda, woda. Może wieczorem brzuszki. A no i w między czasie cały czaaas komp. Lapek dokładniej. Mam ferie i przez te 2 tygodnie, tak wyglądał mój każdy dzień. W totalnej samotności, ale nawet nie mam ochoty się z kimś spotykać, mam wyjebane, nie chcę. W poniedziałek już idę do szkoły. Ciekawe jak moje zachowanie. Ahh, pewnie energia, radość, pozytywizm i chuj wie co. Powrót do domu i mogę się zakopać w ziemi. Dajcie mi słomkę i sobie pooddycham. Potem ktoś może wyjąć ten jebany plastik i już po problemie, mniej udręki. Czasem się zastanawiam, czy warto teraz umierać. Taaa, miałam już myśli samobojcze i to nie raz. Nawet próby. Ale do niczego nie doszło. O super pomysł. Zatruć się rtęcią z termometra. Ciekawe. Nie polecam. Zyjcie. Mam nadzieję, że nigdy się nie doprowadzę do takiego stanu. Ale dalej chcę czuć się swobodnie, lekko i bez jedzenia. Super uczucie, ale wpierdalam. Nie mam motywacji i to jest to. Chyba się wspomogę czymś.. Dobrze, nagadałam, mogłabym więcej, ale już się ogarniam, bo dostaję dołaaaa. Pa.
  • awatar Lumpy666: @Anka: dzięki ;) jak mam wene na wyżalanki to mi wychodzi xd
  • awatar Anka: Chciałabym ci to skomentować, nawet mam w głowie to co chciałam, ale jak juz mam napisac to lipa w chhuj, bo nei wiem jak, nie umiem komentowac. Ale tym razem chyba zrobie wyjątek, nie bedę chyba orginalna, ale czytajac to mam wrażenie ze to o mnie, w tym wyjątkiem, że ja nie mam takiego ogaru w pisaniu, nei umiem ladnie skłądać zda i dobierać słowa. Tobie to jakos lepiej wychodzi. Moze ogranicze sie tylko do czytania, bo wpadam w kompleksy.
  • awatar Lumpy666: @AbbyIsia: Fajnie, że nie jestem sama :) Powodzenia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Więc witam sprzed chwili ponownie. Mam łzy w oczach, jak na siebie patrzę. Każdy detal. Nic mi się nie podoba, Tu nie chodzi o samo ciało, tylko wygląd. Dodatkowo czuję się jak gówno. Boję się komuś spojrzeć w twarz, a to dlatego, że druga osoba musi się gapić na mnie. Dobija mnie to, paraliżuje mnie każdy dotyk innych ludzi, przynajmniej mało mi znanych, nowo poznanych, nie tak bliskich, bo muszą dotykać to coś. Tak, to. Nie mnie. Sama się określić nie potrafię. Może dla niektórych to się wyda dziwne, niektórzy też w przeszłości straszyli mnie anoreksją. Tak. Miałam początki, ale bardzo małe. Za to uczucie, w którym nie chcesz, nie czujesz głodu, po prostu rewelka. To było coś cudownego, jak czilałt po trawie. Tyle, że po trawie ma się łaknienie. Więc odpada. Taki stan, w którym nic nie jesz przed jakiś czas i jest Ci z tym tak dobrze. To było zajebiste. Przynajmniej dla mnie. Tak. Blada skóra, zniszczona, wręcz troszkę żółta, zawroty głowy, czasem bóle nerek, anemia. Nie przeszkadzało mi to . Nawet cieszyło, bo to był dla mnie taki znak, że nie jem, że chudnę. Teraz to się zmieniło. A szkoda, nie chcę być może proana. Trafić na oddział i mieć cukier w żyłach. Ale po prostu taki super stan. Niestety moja rodzina, bliscy, znajomi itd. itd. nie pozwolili mi się tym cieszyć. I teraz jem i czuję się jak każdy inny człowiek. No może nie teraz, bo mam dołka, by nie jeść, ale jestem pod tym względem kontrolowana. Nawet bawiłam się w bulimię, ale to była dla mnie gorsza udręka niż głodówka. Ah, troszkę poopowiadałam. A teraz lecę się uczyć. Sobota w domu, ta. Nie mam ochoty nikogo widzieć, chcę być sama. Trwajcie.
  • awatar A i r ♥: dzięki :)
  • awatar Lumpy666: @Shaki ☼: Widzę, że mnie choć trochę rozumiesz, fajnie trafić na takich ludzi. I dzięki bardzo, za propozycje :) Być może kiedyś skorzystam ;)
  • awatar Gość: dobrze że jesteś z nami na pingerze. Cieszę się że podobało Ci się zdjecie, a dzięki temu że tu trafiłam. Mogłabym Ci napisać że dasz rade, pokochasz siebie blebleble. Gówno prawda, nie będę pisać bzdur bo to i tak nic nie pomoże dopóki sama nie zechcesz zmienić swojego podejścia. Będę trzymać kciuki za to żebyś poczuła się lepiej, bo bez tego nic się nie zmieni. Gdybyś chciała się wygadać, albo zwyczajnie ponarzekać bez zbędnego pierdo*lenia to napisz. Pozdrawiam. ;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Cześć. Więc właściwie nie wiem co napisać. Po prostu znalazłam sposób by się wygadać, nawet jeśli nikt tego nie czyta. Po prostu. Dla siebie. Obecnie mam depreche i chyba każdy mniej więcej wie, jakie są objawy, przyczyny itd. Mam problem ze sobą, ale myślę, że z czegoś to wynika. Uważam się za monstrum i tyle mogę powiedzieć. Nieważne ile mam lat, skąd jestem, nawet jak mi na imię. Mam doła i coś muszę zmienić. Bo niedługo lustro pęknie, jeśli znowu się w nim przejrzę. A jedno już rozbite i jeśli dobrze liczę to 6 lat nieszczęścia mi pozostało. Spoko. I tak w to nie wierzę. Mierzę hmm 165? około. I serio, nie wiem ile ważę, muszę się zważyć. To tyle. Będę tu się wyżalać i zdawać relacje. Ot tak. Chcesz to czytaj, jeśli Cię to nie interesuje to miło było. Pa.